Wyjęte z katalogu wystawy

Witalność, energia i emocje. Lena Chmielnik już przy pierwszym spotkaniu sprawia wrażenie wulkanu kipią c ego energią życiową i emocjonalną. W nieuniknionej tego konsekwencji także jej prace, choć to w pewnym sensie obiekty natury nieożywionej, mają wyczuwalny puls – najczęściej adoracji świata przyrody i człowieka. Jest rzeźbiarką wielostronną i dojrzałą. Nie wskutek wewnętrznej szarpaniny, ale świadomego wyboru porusza się pomiędzy różnymi technikami rzeźbiarskimi, wykorzystując, niejako wygrywając umiejętnie właściwości tworzywa, jego „wewnętrzny głos”: Jej prace są w nieomylny sposób zgodne w treści i formie z zastosowanym materiałem. Widzowi daje to poczucie bezpieczeństwa i naturalnej (nomen omen) zgodności z naturą rzeczy. Zgodność ta tylko pozornie jest jednoznaczna ze spokojem, bowiem przełożenie emocji na język bardzo konkretnej dziedziny sztuki, jaką jest rzeźba, wydaje się być niemal niemożliwe. Oto z jednej strony bryła kamienia lub drewniany kloc, niechętni e ustępujące uderzeniom młotka i dłuta, a z drugiej burza gwałtownych odczuć. której wyrażenia i ujarzmienia spodziewać moglibyśmy się prędzej w muzyce, literaturze, może malarstwie.

Rzeźba z natury jest dziedziną sztuki mimetyczną. bowiem przez swą trójwymiarowość zawsze pozostaje uwikłana w figurację.

Nie wyklucza to jednak dążenia w rzeźbie do abstrakcji, a bardziej może syntezy form i idei. Abstrakcja nie jest celem szczecińskiej rzeźbiarki. Odżegnuje się od niej, a jednak próbuje zmieścić w rzeźbie abstrakcyjne pojęcia – uczucia, idee kształtów, cechy charakteru. Na przestrzeni ponad czterdziestu lat działalności artystycznej Leny Chmielnik powstały prace niezmiernie różnorodne zarówno pod względem skali, jak zastosowanego materiału , ale przede wszystkim wyrazu i wewnętrznego napięcia.

Artystka porusza się swobodnie w różnych materiałach, technikach i konwencjach. Wybiera je zależnie od zamierzonego efektu artystycznego i nastroju. Drobne prace w ceramice służą jako szybkie szkice, gdy refleksja nie może czekać, a impresjonistyczny charakter opracowania najlepiej oddaje malarską, anegdotyczną narrację przedstawianego tematu.

Szkice w ceramice

Sama artystka przyznaje, że gdy emocje zaczynają wrzeć, wybiera formy pozwalające najszybciej wyrzucić je z siebie – nieprezentowany dotąd ekspresyjny rysunek lub ceramikę, a w latach wcześniejszych gips. Nieduże formy, przedstawiające pojedyncze postacie ludzkie w ekspresyjnych pozach, charakteryzuje zrównoważona kompozycja, zamknięta zwykle w ramach leżącego prostokąta. Rzeźby mają charakter anegdot, celnie i syntetycznie ujmujących istotę rzeczy – nawet bez tytułów odgadujemy charakter postaci, ich stan emocjonalny, sytuację społeczną. Forma rzeźb przypomina pospieszne, impresjonistyczne szkice, często balansujące na granicy karykatury – sylwetki bywają przerysowane, rysy i stroje uproszczone, faktura opracowana jest pospiesznie, szorstko, niekiedy delikatnie polerowana i barwiona. Celność

obserwacji jest fascynująca.

Totemy na wosk tracony

O podobnym sposobie opracowania faktury powierzchni można mówić w przypadku odlewów z brązu wykonywanych techniką na wosk tracony. Tutaj także wypukłości są polerowane, wklęsłości zwykle pozostawione szorstkie, jakby niedorysowane. Dla brązu rzeźbiarka rezerwuje jednak motywy bardziej ważkie, uniwersalne, nierzadko symboliczne.

Najważniejszy jest człowiek z targającymi nim niskimi i szlachetnymi uczuciami i relacje międzyludzkie. Stąd powtarzany wielokrotnie, niczym mantra, motyw pary, mężczyzny i kobiety. Są młodzi, objęci, smukli, emanujący pierwotną energią tworzenia i miłości. Od niebezpiecznej granicy przerysowania dzieli ich perfekcyjnie poprowadzony kontur sylwetek, ich ascetyczne uproszczenie, niemal muzyczne utrzymanie czystości tonu – gładkości powierzchni i ciągłości linii, zdradzające dojrzałą swobodę rzeźbienia.

Przeciwny biegun stanowią pary w jesieni życia . Bohaterowie siedzą zgarbieni, również coraz bardziej stapiający się w jedno, ale nieuchronnie ma lejący, coraz bliżsi siebie i odejścia, coraz bardziej przypominający omszałe głazy, których cichą historię znają tylko one same. Obok ludzi pojawiają się zwierzęta – ptaki, węże, żółwie – ich sylwetki są uproszczone, sprowadzone do charakteru symbolu, znaku, totemu. Pomimo nieodzownej syntezy formy bez trudu odgadujemy gatunek i typową pozę, ruch głowy. Nierzadko artystka łączy materiały – metal i kamień podkreślające szlachetnością kruszcu żywotność zwierzęcia i surowością skały neutralną zgrzebność otoczenia.

Kamienne credo

Wbrew temperamentowi autorki, a może właśnie dzięki niemu, najbardziej klasyczny i znaczący rozdział w twórczości Leny Chmielnik to rzeźba w kamieniu. Rzeźba najtrudniejsza, wymagająca bowiem umiejętności kreacji ostatecznego kształtu bryły poprzez odejmowanie w opornie poddającym się obróbce materiale. Być może dlatego najbardziej przez artystkę ceniona. W tej rzeźbie nie ma miejsca na anegdoty, nieprzemyślane decyzje, jest dużo czasu na stworzenie kształtu, który będzie doskonały. U Leny Chmielnik ów kształt to najczęściej abstrakcyjne formy organiczne, z dowolnie rozpoznawalnymi fragmentami skrzydeł, torsów, twarzy. Formy są zamknięte, zwarte, i równocześnie pełne wewnętrznego napięcia zmagających się w nich sił. Tak, jak w pracach z brązu, bywają nimi niosące wiele znaczeń fragmenty

ciała ludzkiego, męskiego lub kobiecego – tors, biust, brzuch ciężarnej – o sporym nasyceniu erotyką, a przez to niezwykle sensualne. Niekiedy kamień domaga się oddania mu głosu i dosłownie „od słania zwierzę w sobie”; podkreślając je kształtem bryły, rysunkiem żyłek, rys, naturalnych inkrustacji. To swoisty rzeźbiarski żart, a z drugiej strony dowód małżeństwa rzeźbiarza z materią, konieczności stałego wsłuchiwania się w nią – wierną lub kapryśną.

Z abstrakcyjnymi formami organicznymi spotykamy się także w dużych kompozycjach ceramicznych. To zwykle pąki, supły, czasem elementy twarzy, opracowane w sposób zdradzający rozmach w traktowaniu materiału i wyczucie wszelkich możliwych do uzyskania w glinie niuansów powierzchni i bryły.

Drewno pozostaje organiczne

Podobnie wyrazistym owocem wsłuchania w tworzywo są dużo formatowe prace w drewnie. Powracającym motywem jest zamknięty lub otwierający się pąk roślinny, nieniknienie nasuwający skojarzenie z rodzącym się życiem, wiecznym początkiem, nieprzerwanym przemijaniem i odradzaniem się natury i jej cząstki – człowieka. Syntetycznie opracowane elementy roślinne sugerują zabawę artystki z formą, płynną linią konturu, eskalacją napięcia pomiędzy wklęsłościami i wypukłościami. Są to równocześnie bardziej przestrzenne kompozycje rzeźbiarskie – powietrze przepływa pomiędzy płatkami, nie zdradzając widzowi skrywanej przez nie tajemnicy. Czytelne słoje drewna lub skrywający je kolor – zwykle zielony, rudy, brązowy – przypominają, że oto artysta podarował martwemu drzewu nowe życie.

Podobny motyw powtórzony w metalu – eksponowany w przestrzeni miasta – tworzy formę nieporównanie bardziej drapieżną. pozbawioną charakterystycznego dla drewna ciepła, którym bez obaw otulić może my rozwijające się z pąka nowe życie.

Impresje plenerowe

Wykonane z kamienia lub sztucznego kamienia rzeźby plenerowe i pomniki to formy podobnie atrakcyjne wizualnie, z właściwą rzeźbie śmiałością owijające wokół siebie przestrzeń. Obce, otwarte otoczenie miejskiego parku, ulicy, zdaje się je zamykać – stają się jakby neutralne w wyrazie, zwykle nieokreślenie abstrakcyjne, pomimo znamion figuratywności.

Cień olbrzymów

Odrębny przykład, z racji skali i współautorstwa – z Anną Paszkiewicz, stanowi grupa rzeźbiarska stojąca u wejścia do szczecińskiego zamku. Bogusław X i Anna Jagielonka, oboje w lekkim kontrapoście, objęci , patrzą przed siebie w oficjalnej pozie, której majestatyczny charakter podkreślony został skalą rzeźby i usytuowaniem jej na dosyć wysokim cokole. Wertykalny charakter kompozycji zrównoważony jest, masywnością bryły połączonych sylwetek. Stroje i rysy twarzy – subtelnie zasugerowane rzeźbiarsko – czynią książęcą parę bardziej autentyczną. odległą w czasie i równocześnie niezmiennie obecną.

Pomnik, zrealizowany w efekcie wygranego konkursu, kieruje uwagę na bezkonfliktowo funkcjonujący w twórczości rzeźbiarki odwieczny, choć często pozornie pogardzany, związek artysta – mecenas.

Medaliony idei

Lena Chmielnik wielokrotnie była autorką statuetek lub reliefów tworzonych na zamówienie, wręczanych zwycięzcom konkursów lub oficjalnym gościom. Kolejne zamówienia zdają się potwierdzać umiejętność odgadnięcia intencji odbiorcy i zachowania wszelkich reguł gatunku. .

Wśród małych form są także metalowe płaskorzeźby, plakietki – w symboliczny sposób prezentujące idee artystki – swoiste impresje lub mini manifesty, zwykle o treści związanej z ekologią lub dramatycznymi wydarzeniami na świecie.

Twórczość Leny Chmielnik można podzielić na dwa nurty – formy kameralne’ i prace dużo formatowe – każdy z nich wiąże się z inną specyfiką kontaktu artysty z dziełem – przy pracach drobnych bardziej skupionego, intymnego, ale często krótkotrwałego i bez konieczności dużego wysiłku fizycznego, i również intymnego, ale w sposób zagarniający całego twórcę, gdy trud tworzenia jest także namacalnym trudem fizycznym.

W tym drugim przypadku bliski związek artysty z dziełem zostaje ukryty pod jego powierzchnią. na zewnątrz rzeźby wydają się chłodne, bardziej zamknięte i wieloznaczne poprzez dystans umowności i symboliczności przedstawionej formy.

W wypowiedziach wielu rzeźbiarzy pojawia się teza określająca akt twórczy jako”spontaniczne uzewnętrznienie intymnego przeżycia lub rozumienia świata” (Grzegorz Kowalski), podkreślająca”najgłębiej przeżyte emocje” i „wewnętrzną przestrzeń człowieka’; pozwalające artyście tworzyć” zjawiska plastyczne, w których głównym bohaterem i istotą jest głębokie doznanie twórcy” (Jan Kucz, Anna Krzymańska).

[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=9pBieScku1o[/youtube]

W podobny sposób działania rzeźbiarskie traktuje Lena Chmielnik. Uważa, że w sztuce wszystko już było, bowiem koło, linia są niezmienne, i ciągle taka sama jest natura ludzka i energia, z której czerpiemy. Świadomość tego uwolniła artystkę od podporządkowania się imperatywowi poszukiwania oryginalności i nowości. Pozwala w zamian tworzyć prace dojrzałe, wyrażać poprzez nie siebie: swoje emocje, nastroje, refleksje. Owa ekspresja, próba przekazania poprzez rzeźbę emocji i równocześnie ich okiełznania, jest najważniejszym mottem twórczości artystki.

W obrazie rzeźby polskiej ostatnich kilkudziesięciu lat, wyłączając z niej nurt konstruktywizmu, eksperymenty dadaistyczne lub konceptualne oraz realizacje rzeźbiarskie z pogranicza rzeźby i instalacji, twórczość Leny Chmielnik wpisuje się w szerokie ramy rozpięte pomiędzy biegunem ekspresjonizmu i nowej figuracji oraz syntetyzującej abstrakcji organicznej. Zachowując stosowne proporcje, korzeni owej twórczości szukać można częściowo w romantyzmie – lub pokusić się o tezę korzystania z jego estetyki i ulubionej tematyki – wzniosłych, bliskich przerysowania uczuć, podporządkowania życia emocjom, bliskości natury.

Lenie Chmielnik niezmiennie towarzyszy wysoka temperatura twórcza, temperatura emocji artystycznej, niezmienna gotowość stworzenia rzeźby jeszcze doskonalszej, dojrzalszej. Odżegnując się kategorycznie od wiary w ‚rozwój’ sztuki nie sposób nie docenić potężniejącej wirtuozerii rzeźbiarki w opanowaniu rzemiosła. Niewymuszenie i z czasem coraz częściej, zależnie od uznania, decyduje się na idealny kontur bryły, gładko opracowaną powierzchnię. Niegdyś środek niedoceniany, lub porzucany na rzecz rozedrganej, rozwibrowanej, pomarszczonej, żłobionej, rytej wierzchniej warstwy dzieła. W pracach ostatnich kilku lat – idealnie gładka powierzchnia coraz rzadziej jest maskowana rzeźbiarskimi odciskami pracy dłutem, młotkiem, dłonią.

O sztuce Leny Chmielnik mówi się czasem, że jest kobieca, choć nikt nie zaprzecza nie kojarzonemu zwykle z delikatną kobiecą dłonią wysiłkowi jakiego wymaga stworzenie dzieła rzeźbiarskiego. A jednak sposób modelowania bryły, pieszczenia powierzchni, kontury łagodnie wypukłe lub wklęsłe, czasem obrzmiałe wypukłością, czytelną i emanującą witalnością, w naturalny sposób przywołującą myśl o predestynacji do prokreacji, zdają się tezę o ujawnianiu płci sztuki potwierdzać . A może owa zmysłowa kreacja wynika z elektryzującego przesycenia emocjami, które ujawnione dają rzeźby krzyczące do widza uwielbieniem dla życia.

Marta Poszumska

październik 2006

Wszystkie ilustracje z katalogu wystawy.


Siła w WordPress | Opracowanie: JaFi.eu